"Banita", druga część "Kuli światów", pod lupą Enklawy
Niespełna dwa tygodnie temu do księgarń zawitał Banita - nowa powieść Wojciecha Zielińskiego. Teraz kontynuacją Kontrolera trafiła pod naszą recenzencką lupę.
Drova: Forsaken Kin otrzymała niedawno polską wersję językową. Twórcy pragnęli odwdzięczyć się w ten sposób za niebywałą popularność, jaką swego czasu zyskał u nas ów niepozorny „indyk”. Tytuł przebił się na czołówki branżowych mediów głównie za sprawą licznych nawiązań do nieśmiertelnego Gothika. Spóźnialscy mojego pokroju mogą sobie zadawać pytanie, czy cały ten szum miał uzasadnione podstawy, czy też wynikał z przypływu nostalgii i parcia na chwytliwe nagłówki.
Jednym z największych problemów rozbudowanych cykli fantasy jest wtórność. Kiedy musisz napisać trzydziestą książkę w tych samych, ograniczonych ciasnymi ramami realiach, niełatwo wydusić z siebie coś oryginalnego. W rezultacie czytelnik odczuwa coraz większe znużenie, aż wreszcie odchodzi, szukając świeżych wrażeń gdzie indziej. Powyższy schemat idealnie opisuje moją relację m.in. z Uniwersum Metro 2033. (...) Warhammer, o dziwo, skutecznie unika podobnego losu. Choć mam już na koncie ponad 20 „staroświatowych” powieści, następne wciąż potrafią mnie jeszcze czymś zaskoczyć.
Aby ochronić Ziemię, ludzie potrafią się zjednoczyć. Ale na jak długo?Zagrożenie ze strony obcej cywilizacji zmusza przywódców światowych mocarstw do współpracy, jednakże natura ludzka okazuje się taką samą niewiadomą, jak plany istot ze Świata Centralnego. Wzajemne animozje okazują się wielkim wyzwaniem, a czas działa na niekorzyść mieszkańców Ziemi. Co by się stało, gdyby wykorzystując najniższe instynkty, ktoś zaczął manipulować ludźmi?
Znani z „Kontrolera” bohaterowie znów muszą stawić czoła niebezpieczeństwu. Tym razem jednak ma ono inną twarz - pełną złych emocji i nienawiści twarz drugiego człowieka…
Niespełna dwa tygodnie temu do księgarń zawitał Banita - nowa powieść Wojciecha Zielińskiego. Teraz kontynuacją Kontrolera trafiła pod naszą recenzencką lupę.
Pisanie recenzji drugiego tomu dłuższej serii jest trudne samo w sobie, a jeśli robi się to po mniej więcej tygodniu od pierwszego tekstu, ryzyko powtarzania samego siebie rośnie niepomiernie. Jeśli czytając poniższe zdania, odniesiecie wrażenie, że gdzieś już to widzieliście, to zapewne macie rację. Będzie to wina zarówno moja, jak i Wojciecha Zielińskiego. Dlaczego wplątuję w to wszystko autora? Cóż, opisuję to, co widzę, a widzę, że przyświecała mu znana skądinąd maksyma “bigger, better, more badass”.