Rycerz Kielichów - Jacek Piekara - Recenzja

Jacek Piekara to na polskim rynku pisarz o mocnej, dość ugruntowanej pozycji, co bez wątpienia jest zasługą wielbionej wszem i wobec sagi o inkwizytorze Mordimerze Madderdinie. Pozostała twórczość pisarza zdaje się pozostawać na uboczu, częstokroć jest niezauważana przez wiekszość czytelników - poza fanami twórczości Piekary rzecz jasna. Tymczasem autor ma na swoim koncie kilka innych, ciekawych pozycji, do których można zaliczyć wznowionego ostatnio przez Agencję Wydawniczą Runa Rycerza kielichów.

Narratorem historii jest jej główny bohater - nieznany z imienia, zwykły pracownik biurowy w białym kołnierzyku, który ma już dość swojego szarego, monotonnego życia, a jednak boi się cokolwiek zmienić. Czas wolny wypełniają mu zwykłe czynności domowe i nic nie wskazuje na to, by cokolwiek mogło zburzyć ten pielęgnowany od lat porządek rzeczy. A jednak. Pewnego dnia nasz bohater spotyka na ulicy młodą dziewczynę o imieniu Anna, która proponuje mu, że będzie dla niego śnić. Stąpający twardo po ziemi mężczyzna niespecjalnie w to wierzy, ale postanawia zaryzykować i zabiera dziewczynę pod swój dach. A ta, jak się okazuje, wcale nie była "obłąkana".

Fabuła powieści toczy się dwutorowo. Z jednej strony mamy świat realny, w którym główny bohater wciąż stara się pracować i żyć tak, jak do momentu spotkania Anny. Z drugiej strony pojawia się jednak świat snu, w który mężczyzna jest wprowadzany przez Annę. Tam nasz biurowy pracownik zamienia się w Lanne Lloch l'Annah - sławnego rycerza, łamacza niewieścich serc, a przy tym wojownika, który jako jedyny może odmienić losy wielkiej wojny. Wojny, która niedługo rospęta się nad wykreowanym przez Piekarę klasycznym uniwersum fantasy, zdominowanym przez smoki, księżniczki i "epickie" pojedynki.

Nie brzmi zbyt górnolotnie? I faktycznie takie nie jest. Piekara czerpie garściami z Kronik Amberu Rogera Zelazny'ego, wielokrotnie nawiązując do tego cyklu, choć nie tylko - książka jest pełna smaczków zaczerpniętych również ze współczesnej popkultury. Rycerza kielichów nie można jednak porównywać z sagą amerykańskiego pisarza, ponieważ powieść Piekary nie dorównuje rozmachem opowieściom ze świata Amberu. Zresztą, wątpiwe jest, by sam autor był zaintersowany stawaniem w szranki z nieżyjącym już klasykiem literatury fantastycznej. Mimo wszystko, Piekarze nie można odmówić świetnego warsztatu i lekkiego pióra. "Ojciec chrzestny" Mordimera poniżej pewnego poziomu po prostu nie schodzi.

Rycerz kielichów nie jest arcydziełem literatury fanatstycznej - ba, nie jest nawet najlepszą książką Piekary. Niemniej jest to pozycja, którą czyta się bardzo dobrze, zwłaszcza po przebrnięciu mniej więcej połowy historii, kiedy oba wątki fabularne zaczynają się coraz bardziej zazębiać. Powieść Piekary to dobra propozycja na leniwe popołudnie, tudzież długą podróż pociągiem. Zastrzegam jednak, że wcześniej warto zapoznać się z twórczością Zelazny'ego - przyjemność czerpana z wyłapywania odniesień do Kronik Amberu to bez wątpienia jedna z głównych zalet Rycerza kielichów.


Profil redaktora Mrozie


Opublikowano: 25.03.2011 21:46