Assassin's Creed: Herezja - Christie Golden - Recenzja

Poprzednia powieść Christie Golden z cyklu Assassin’s Creed nie należała do najbardziej udanych, choć częściowo wynikało to zapewne z miernego scenariusza filmowego, na którym ją oparto. Mimo świadomości całkiem niezłego pióra autorki, które regularnie daje o sobie znać choćby w powieściach z uniwersum Warcrafta, kiepskie wspomnienia wyniesione z przygód Lyncha kazały mi podejść do Herezji ze sporym dystansem.

Bohaterem książki jest Simon, młody templariusz, który właśnie dołączył do Wewnętrznego Sanktuarium i objął dozór nad działem historycznym londyńskiej filii Abstergo. Zawiązanie akcji skupia wszystko, co dla wielu fanów uniwersum (w tym mnie) jest jego najgorszym elementem. Średnio zajmujące korporacyjne przepychanki i bezdennie durne banialuki o Prekursorach – nadprzyrodzonych istotach, które stworzyły ludzkość i pozostawiły po sobie ślady w postaci niezwykle potężnych artefaktów – zniechęcały do tego stopnia, że gdyby nie poczucie obowiązku najpewniej odłożyłbym książkę na półkę. Cieszę się, że tego nie zrobiłem, bo z czasem opowieść nabiera rozpędu. Dzieje się to oczywiście wtedy, gdy akcja zaczyna przenosić się do przeszłości. W pewnym momencie Simon otrzymuje bowiem zadanie zbadania losów swojego przodka, który towarzyszył samej Joannie d’Arc. Templariusze liczą, że życie Dziewicy Orleańskiej pomoże im naprawić Miecz Edenu, ten sam który przez jakiś czas należał do znanego z Unity Arno Doriana.

Golden dość sprawnie – w każdym razie jak na potrzeby laika – porusza się w tematyce historycznej i umiejętnie wplata w nią rozmaite teorie spiskowe. Wiele legend związanych z postacią Joanny d’Arc, łącznie z jej rzekomo boskim posłannictwem i niebywałą charyzmą, znajduje wytłumaczenie w zakulisowych działaniach asasynów i templariuszy. Autorka nie ustrzegła się jednak kilku wpadek. Jakim cudem bohater zdołał po kilkuset latach wyłowić z rzeki niewielki przedmiot, skoro znał tylko jego bardzo ogólną lokalizację? Dlaczego używanie identycznego telefonu, jak ten, który był na podsłuchu, miałoby przekonać prześladowców, że nie wie o tym, że jest śledzony? Nie znaliby może treści rozmowy, ale wiedzieliby przecież, że ich cel stara się coś ukryć. Trzeba jednak przyznać, że nie ma tu nic, co kompletnie rozbijałoby przekaz – ot, nieścisłości. Nieco więcej można za to zarzucić zakończeniu. Z oczywistych względów pominę detale, ale wydało mi się strasznie naciągane. Pół biedy, gdyby miało uzasadnić jakiś istotny wątek. Problem w tym, że sprawia wrażenie taniego pokrzepienia dla wrażliwszych czytelników.

Kreacje postaci występujących na kartach Herezji dalece przewyższają te znane z powieści filmowej (nawiasem mówiąc obie książki nie są w istotny sposób powiązane), co oznacza, że mieszczą się w branżowej średniej. Simon to niezwykle racjonalny, wyważony mężczyzna, który w życiu kieruje się przede wszystkim logiką i zawodową ciekawością. Miłość do zakurzonych tomów i zagadek historycznych przysłania mu jednak realny świat i poważnie utrudnia relacje z ludźmi. Wraz z odkrywaniem kolejnych warstw piętnastowiecznej intrygi bohater zaczyna się stopniowo zmieniać, a w jego poukładane życie wkrada się chaos, zmuszający do podejmowania decyzji, które jeszcze niedawno nie przeszłyby mu nawet przez myśl.  

Uwagę zwraca również Joanna d’Arc. Oprócz tego, czego można by się spodziewać, czyli litościwej i dobrodusznej kandydatki na chrześcijańską świętą, dziewczyna przejawia również nieco bardziej zaskakujące cechy. Nie znosi sprzeciwu, rozstawia po kątach żołnierzy, markietanki, a nawet przedstawicieli ówczesnych elit. Nieustannie prawi morały, poucza, a jeśli dochodzi do ściany, chętnie odwołuje się do swego boskiego posłannictwa, twierdząc, słusznie bądź nie, że jej glos jest głosem Stwórcy. Przyznam, że od czasu Martinowskiego Roba Słowiczka, „pana” na Orlim Gnieździe, żadna postać literacka nie wzbudziła we mnie podobnej irytacji. Rzecz jasna nie czynię z tego autorce zarzutu, wręcz przeciwnie - stworzenie bohaterki budzącej tak żywe emocje dobrze świadczy o jej warsztacie.

Herezja to typowa rzemieślnicza robota Christie Golden. Choć zawiązanie akcji rozczarowuje, z czasem powieść nabiera rozpędu i czyta się ją całkiem przyjemnie. Nie jest to rzecz jasna pozycja obowiązkowa, ale fani uniwersum powinni być usatysfakcjonowani.


Profil redaktora Murky


Opublikowano: 07.06.2017 00:35