Ember in the Ashes. Żniwiarz u bram - Sabaa Tahir - Recenzja

W zasadzie recenzję Żniwiarza u Bram, trzeciej części cyklu Ember in the Ashes autorstwa Saaby Tahir, mógłbym zacząć tak samo, jak ocenę poprzedniego tomu niemal trzy lata temu. Niezbyt pamiętam, co tam się działo. Nie wypada jednak używać tego samego pomysłu w miejscu, w którym łatwo można wychwycić lenistwo. Korzystając z wymuszonej przez koronawirusa możliwości pracy zdalnej, udałem się w daleką podróż do miejsca, gdzie zostawiłem wcześniejsze tomy, aby znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. No, może trochę koloryzuję.

Krążąca w ciele Eliasa trucizna ostatecznie zwycięża. W zamian za zostanie Łowcą Dusz, chłopak może powrócić do świata żywych, aby pomóc Lai w uwolnieniu jej brata Darina. Heroiczna eskapada ostatecznie kończy się sukcesem, jednak od tej pory Elias będzie przeprowadzał dusze zmarłych w Lesie Zmierzchu, do którego dostępu nie ma żadna żywa istota. Wiąże się to z zostawieniem przyjaciół oraz ze stłumieniem afektu do Lai. W międzyczasie Helena postanawia porzucić zadanie schwytania Eliasa i udać się do Imperatora z informacją o planowanym przez Keris przewrocie. Marcuss, widząc Kruka Krwi bez Eliasa, postanawia wymordować niemal całą rodzinę Heleny, wziąć jej jedyną ocalałą siostrę za żonę, a dziewczynie rozkazuje zniszczyć Keris.

Z perspektywy czasu można stwierdzić, że brzmi to nieco skomplikowanie. Z drugiej strony to, co świadczyło o sile Tahir, to umiejętność prowadzenia historii wielu bohaterów jednocześnie. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy w Żniwiarzu u Bram jesteśmy świadkami tak naprawdę dwóch wątków, Lai i Heleny. Choć Elias nadal odgrywa ważną rolę, to jego przygody jako Łowcy Dusz są dużo mniej rozległe. 

Przyczepić można by się do kilku rzeczy. Mimo że drobniejsze, to Tahir ponownie zdarzyły się błędy w logice. Zachowanie Heleny w konfrontacji z Keris ciężko wytłumaczyć. Na dodatek w jednym momencie zostajemy postawieni przed rozwiązaniem problemu bez szansy na samodzielne odgadnięcie. Nie podobać się może również to, że historia, która w pierwszej książce wydawała się traktować o walce o wyzwolenie, teraz przeistacza się w heroicznie-magiczną próbę ratowania świata. Wątki miłosne, tak istotne w młodzieżówce, również zostały zostawione nieco z boku, choć nie sposób nie uciec od wrażenia, że dzięki temu Żniwiarz u Bram wydaje się odrobinę bardziej dorosły.

Mimo tych drobnych mankamentów od kolejnego tomu Ember in the Ashes otrzymałem wszystko to, czego oczekiwałem. Jest i wartka przygoda, odrobina okrucieństwa oraz ciekawie splecione wątki głównych bohaterów. Historia wydaje się dorastać razem z czytelnikiem, ale niestety, mogę być już za stary, żeby to wychwycić. Po tylu latach nadal uważam, że jest to jeden z lepiej skrojonych cykli młodzieżowych. 

Kto zna cykl, na pewno już zapoznał się ze Żniwiarzem u Bram. Tych, którzy nie znają, a są fanami młodzieżówek, odsyłam do recenzji pierwszej części i żywię szczerą nadzieję, że zostaną zachęceni do przeczytania. 15 lutego Tahir zakończyła pracę nad czwartym tomem. A Sky Beyond The Storm, bo taką nosi nazwę, w oryginale powinien ukazać się pod koniec tego roku. Patrząc po czasie, jaki do tej pory był potrzebny, aby zrealizować polskie wydanie, mogę stwierdzić, że mam mniej więcej dwa lata, żeby w recenzji Nieba ponad Burzą (oczywiście nie jest to oficjalne tłumaczenie) nie zastanawiać się, co u licha działo się w poprzedniej części.


Profil redaktora Sonky


Opublikowano: 11.05.2020 15:40