Relacja z XI Dni Fantastyki

Profil redaktora Mrozie


Opublikowano: 08.07.2015 22:37

W ostatni weekend czerwca w podwrocławskiej Leśnicy odbyły się kolejne Dni Fantastyki. Tegoroczna edycja była już jedenastą z kolei. Po rocznej przerwie konwent odwiedziła również redakcja EnklawaNetwork.pl, a o tym, co tam zobaczyła, traktuje niniejsza relacja. Z uwagi na profil naszego portalu, największą uwagę podczas imprezy skupiły bloki literackie i RPG-owe, i to im poświęcono tutaj najwięcej miejsca. Mnogość punktów programu oraz brak technologii pozwalającej być w wielu miejscach na raz ciągle ogranicza nasze możliwości relacjopisarskie, nad czym autor tekstu oczywiście ciężko boleje.

Literacka (post)apokalipsa

Jedną z głównych atrakcji DF-ów jest od lat blok literacki i nie inaczej było w tym roku. Jak zwykle na konwencie gościło wielu mniej lub bardziej profesjonalnych pisarzy. Choć tegoroczna edycja wydarzenia nie nosiła znamion post-apo, to jednak jego główną gwiazdą był Wiktor Noczkin - Ukrainiec znany z cyklu powieści rozgrywających się w świecie post-nuklearnej Zony. Pisarz wziął udział w spotkaniu autorskim, a także w panelu poświęconym światowi S.T.A.L.K.E.R.-a. W tym ostatnim gościł również Michał Gołkowski - kolejny pisarz, któremu książce w estetyce post-apo pozwalają wypłynąć na szerokie wody. Polak również doczekał się własnego spotkania autorskiego, po czym poprowadził własnę prelekcję na temat I Wojny Światowej. Ten ostatni punkt programu był oczywiście związany z najnowszym pisarskim projektem Gołkowskiego, czyli Stalowymi Szczurami.

Na DF-ach nie zabrakło również autorów związanych z innymi nurtami fantastyki. Największą frekwencją cieszyły się oczywiście te punkty programu, w których uczestniczyli pisarze znajdujący się na rynku od lat - Jacek Komuda, Jakub Ćwiek czy Aneta Jadowska. Każdy z nich wziął udział w spotkaniu autorskim, przeważnie występował również w panelu dyskusyjnym lub organizował prelekcję w temacie, w którym czuje się najlepiej. Komuda mówił zatem o koniach i jeździectwie, Ćwiek o popkulturze, a Jadowska o "XIX-wiecznym CSI". Konwent ugościł również nieco mniej rozpoznawalnych pisarzy jak Krzysztof Piskorski, Dawid Kain, czy Marcin Rusnak. Pewną część bloku prowadzili oczywiście sami fani. Wyróznić można choćby prelekcje o podstawach steampunkowego kryminału oraz tę traktującą o twórczości Terry'ego Pratchetta i powiązanych z nią aspektach współczesnej cywilizacji.

Mimo że blok literacki oferował wiele atrakcji, to jednak odniosłem wrażenie, że w tym roku został potraktowany "po macoszemu". W czasie poprzednich edycji DF-ów program był uformowany o wiele lepiej, dzięki czemu najciekawsze wydarzenia (patrząc pod kątem frekwencji, nie własnego gustu) odbywały się w konwentowym prime time'e, jakim z pewnością nie są godziny poranne. Sporym problemem okazał się również dobór sal. Nie trzeba być doświadczonym organizatorem, by wiedzieć, że spotkania z Ćwiekiem czy Komudą zgromadzą naprawdę liczne grono zainteresowanych. Tymczasem na DF 2015 uznano, że takie punkty programu można "upchnąć" w jednych z mniejszych sal zamku. Owszem, można - fani i tak nie odmówili sobie uczestnictwa w spotkaniach, choć ścisk był taki, że obrócenie się wokół własnej osi bez popchnięcia/nadepnięcia kogoś graniczyło z cudem. Pytanie, czy tak ma wyglądać profesjonalnie zorganizowany konwent? I czy normy bezpieczeństwa można mieć w głębokim poważaniu?

RPG-owa uczta

Zawiedzeni nie mogli być natomiast nałogowi gracze. Na DF-ach nie brakowało okazji, by odgrywać wyimaginowane role, ani też spełniać się w dowolnie inny, gamingowy sposób. Games Room działał z niewielkimi przerwami, w dodatku był bardzo dobrze wyposażony. Niemal stałym elementem jego krajobrazu były pokazy różnych gier (m.in. Duuszki i Osadnicy: Narodziny Imperium), podobnie jak mniej lub bardziej poważne turnieje (m.in. w Munchkina czy Megawojowników). Praktycznie zawsze na miejscu był ktoś, kto służył radą l/lub pomocą, dlatego w Games Roomie mogli bawić się zarówno gracze doświadczeni, jak i zupełnie początkujący.

Nie mniej aktywna była sfera klasycznych RPG-ów. Programowo w czasie konwentu odbyła się kilka sesji (choćby w II Edycję Warhammera Fantasy i Prehistoryka), ale i tak spora część z nich formowała się spontanicznie. Jak zwykle dużą popularnością cieszyły się LARP-y, które pozwalały wcielić się w bardzo rozmaite postaci - od bohaterów świata Gry o tron po... bytomskich bezdomnych.

W programie blogu growego znalazło się również wiele prelekcji poświęconych RPG-om i LARP-om. Jednym z ważniejszych wydarzeń z pogranicza RPG i literatury miała być premiera drugiego tomu Antologii Wolsung, jednakże wydawnictwo van der Book ostatecznie wycofało się z tego planu i opóźniło wydanie książki - przynajmniej do najbliższej Avangardy. Odbyło się za to wiele interesujących prelekcji i warsztatów. Nadmienić warto wywody poświęcone radom dla Mistrzów Gry w postaci 10 przykazań, praktycznemu zastosowaniu Dungeons & Dragons oraz warsztaty tworzenia oryginalnych postaci.

Moje wrażenia po obcowaniu z RPG-ową częścią tegorocznych DF-ów są jak najbardzie pozytywne. W przeciwieństwie do bloku literackiego, organizacja stała na naprawdę dobrym poziomie.

Nauka na fantastycznych salonach

Nauka w postaci science fiction była na Dniach Fantastyki obecna od zawsze, jednakże w tym roku poświęcono jej szczególne miejsce. Specjalny blok stanowił swego rodzaju odskocznię od tematów literatury i RPG przyciągając każdego, kogo interesują obecny stan i perspektywy rozwoju nauki. Gościem specjalnym tej części konwentu był prof. dr hab. Jerzy Vetulani. Na spotkaniu z nim, które zgodnie z przewidywaniami cieszyło się sporą frekwencją, rozmawiano przede wszystkim o wzajmenych zależnościach na linii nauka-literatura fantastyczna.

Vetulani nie był jedynym zawodowym naukowcem, który zjawił się na tegorocznych DF-ów, co świadczy chyba o coraz lepszym postrzeganiu konwentów fantastycznych jako miejsc popularyzacji nauki. Kolejnym godnym uwagi prelegentem był dr hab. inż. arch Aleksander Asanowicz, który opowiadał o wadach i zaletach wirtualnej rzeczywistości. Także i ten wykład cieszył się sporym zainteresowaniem, choć z uwagi na bardzo akademicką formę prowadzenia, nie wszyscy wytrwali do jego końca.

Aktywni w obrębie nauki okazali się również fani. Na prelekacjach zbadano m.in. kratery impaktowe czy wpływ słowiańskich potworów na współczesną popkulturę. Sporą frekwencję można było odnotować na wykładach poświęconych zagadnieniom medycznym takim jak zastosowanie ziół i minerałów, a także podstawy toksykologii oraz medycyny sądowej. Mimo że tematy były niekiedy z gatunku tych "ciężkich", publika nie zawiodła. Po tegorocznych DF-ach blok naukowy jawi się jako jedna z tych rzeczy, którą warto rozwijać.

Bloki, bloki, więcej bloków

Na DF 2015 można było wziąć udział w atrakcjach z jeszcze kilku innych bloków. Swoją tematykę prezentowali osobno miłośnicy horrorów, cosplayów, prozy Tolkiena, świata Gry o tron, czy fantastyki w Azji. Jak zwykle sporo działo się w zamkowym amfiteatrze, gdzie można było zobaczyć inspirowane twórczością Tolkiena pokazy taneczne grupy Serenissima, a także usłyszeć koncert irlandzkiej muzyki popularnej Harfiarki - Barbary Karlik. Bez wątpienia punktem kulminacyjnym konwentu była sobotnia Gala Dni Fantastyki, na której wręczono nagrody Kryształów Smoków w kategorii prozy i komiksu, a także główną nagrodę w konkursie cosplayarskim.

Na szczególnie wyróżnienie zasługuje fakt, że coraz więcej punktów programu jest skierowanych do najmłodszych. Dzięki temu konwent był odwiedzany całymi rodzinami, bowiem najmłodsi adepci fantastyki nie musieli przesiadywać na "nudnych spotkaniach autorskich", lecz mogli np. poznać obrazkową historię Krakowa czy wziąć udział w warsztatach, których celem było narysowanie własnego superbohatera. Blok dziecięcy jest bardzo wazny z perspektywy starszego pokolenia fanów fantastyki oraz samych Wrocławian, którzy coraz chętniej odwiedzają imprezę, wcześniej istniejącą poza szerszym zainteresowaniem zwykłych mieszkańców miasta. To z pewnością może przyczynić się do jeszcze większej popularyzacji fantastyki, co jest jednym z celów konwentowych spotkań.

Miła atmosfera, organizacyjne zgrzyty

Jedenasta edycja Dni Fantastyki pozostawi w moich wspomnieniach głównie pozytywne wrażenie. Impreza niezmiennie utrzymuje fantastyczną atmosferę, która integruje fanów tego gatunku kultury z całego Dolnego Śląska i nie tylko. Tegoroczna odsłona konwentu była okazją do nawiązania nowych znajomości i podtrzymania starych, co po wielu latach konwentowania również staje się atrakcją samą w sobie. Interesujący, różnorodny program imprezy tylko potęguje dobre wrażenia, jakie wywołuje przywołania na myśl tegorocznych DF-ów.

Nie będę jednak ukrywał, że pod względem organizacyjnym wiele rzeczy można poprawić - i chodzi tutaj o problemy, które wcześniej na konwencie nie występowały. Poza wspomnianym już wyżej fatalnym doborem sal na najbardziej oblegane wydarzenia literackie, warto popracować nad komunikacją na linii organizatorzy-uczestnicy. Podczas tegorocznych DF-ów kilkukrotnie zdarzyło się, że punkty programu zostały odwołane, lecz uczestnicy nie otrzymali żadnej informacji na ten temat - wszystkiego trzeba było dowiadywać się poczta pantoflową; na dobrą sprawę wystarczyloby, gdyby na drzwiach sali, gdzie miało odbyć się dany punkt programu, powieszono kartkę z odpowiednią informacją. Pewnym uniedogodnieniem był również brak szatni czy najpodlejszego schowka, w którym uczestnicy nie korzystający z konwentowego noclegu mogliby zostawić większe bagaże. W tym roku z takiej możliwości mogli skorzystać tylko cosplayerzy. Warto byłoby pomyśleć o udostępnieniu schowka ogółowi konwentowiczów - nawet, gdyby taka usługa miała być dodatkowo płatna.

Przedstawiony w niniejszej relacji obraz konwentu jest zapewne niepełny, bowiem jak już wspomniałem wstępie, nie sposób było doświadczyć wszystkiego bez umiejętności bilokacji. Pomimo wymienionych wyżej organizacyjnych zgrzytów, Dni Fantastyki 2015 uznaje za konwent udany i mam nadzieję, że kolejna edycja okaże się równie dobra. Albo i jeszcze lepsza.