Dragon Age: Początek: Pierwsze wrażenia z pokazu gry na Polconie 2009

W dniach 27-30.09.2009 w Łodzi odbył się XXIV ogólnopolski konwent fantastyczny znany jako Polcon. Pośród atrakcji towarzyszących imprezie znalazły się również I Targi Fantastyki, ze swoją siedzibą w hali łódzkiego MOSiR-u. To właśnie tam w ostatni weekend sierpnia swoje stoisko wystawili potentaci na polskim rynku gier RPG, karcianek, planszówek oraz literatury fantastycznej. Wśród wystawców nie zabrakło również EA Polska, którzy promowali najnowsze dzieło BioWare - Dragon Age: Początek. Choć grafik konwentowych zajęć był dosyć napięty, znalazłem trochę czasu na zapoznanie się z "duchowym sukcesorem Baldur's Gate", by teraz przedstawić pokrótce swoje pierwsze wrażenia nt. wspomnianej gry.

Na początku był kreator postaci

Jak w każdej grze BioWare, pierwszy krok w celu rozpoczęcia rozgrywki to stworzenie postaci. Tym razem, w przeciwieństwie do Jade Empire czy Mass Effect, nie mamy w zanadrzu gotowego protagonisty - trzeba go wykreować od samego początku.

Pierwszy wybór, przed jakim stoimy, to rasa - w grze można wcielić się w człowieka, elfa lub krasnoluda. Dalej, należy wybrać swój "początek", czyli poboczną historię bohatera, determinującą to, jak jest postrzegany w świecie; przykład tego mieliśmy już w Mass Effect, gdzie od wyboru swojej biografii zależała m.in. spora część dialogów oraz kilka zadań. W DA:P do wyboru pozostawiono nam 6 różnych historii: człowieka szlachetnie urodzonego, czarodzieja, krasnoluda szlachetnie urodzonego, krasnoluda plebejusza, elfa z miasta i elfa z Dolin. Mój wybór padł na "krasnoluda plebejusza".

Następnym krokiem jest ustalenie wyglądu postaci. Tutaj mamy naprawdę ogromną dowolność, gdyż wybieramy nie tylko podstawowe cechy aparycji, jak kolor włosów, odcień karnacji skóry czy rodzaj tatuaży, ale mamy wpływ także na takie detale jak wielkość i położenie ust czy długość uszu. Mnogość możliwości pozwala nam tutaj na stworzenie naprawdę unikatowego bohatera - gdyby poświęcić kreatorowi więcej czasu, możnaby pewnie nawet odtworzyć własną twarz. Ostatnim krokiem tej części tworzenia postaci jest wybór głosu, którym będzie przemawiać, jednakże to nie wymaga już chyba bliższego omówienia.

Na koniec przechodzimy do części najbardziej klasycznej, czyli to, co RPG-owcy lubią najbardziej - wyboru startowej profesji, cech, umiejętności i całej reszty rzeczy, które określają naszego bohatera. Pomimo tego, że DA:P ma być następca sagi BG, przy rozdawaniu poszczególnych punktów nie uświadczymy ukochanego/znienawidzonego (niepotrzebne skreślić) przez wielu systemu rzutu kością (sic!), ale, jak to zwykle bywa, początkowe zasoby punktów trzeba rozdzielić rozważnie, by w połowie rozgrywki nie pluć sobie w brodę, że nasz krasnoludzki czołg nie jest w stanie przyjąć na siebie tyle obrażeń, ile teoretycznie powinien... Gdy i ta formalność zostanie dopełniona, można wyruszać na podbój świata.

Ogólnie rzecz biorąc, z systemu tworzenia postaci mogą być zadowoleni wszyscy gracze - ci, którzy nie przywiązują do bohatera większej wagi, mogą cały proces zamknąć w kilka minut, natomiast miłośnicy mocno spersonifikowanych postaci będą mogli bawić się suwakami przez całe godziny.

Światła, kamera, akcja!

Rozgrywka rozpoczyna się od intra przedstawiającego zarys "początku" naszego bohatera - każdy z tych filmów można obejrzeć na oficjalnej stronie gry. Chwilę póĽniej zostajemy rzuceni już w wir wydarzeń.

Już pierwsza rozmowa z NPC-ami zrobiła na mnie spore wrażenie. Dialog był dość rozbudowany jak na obecne standardy branży cRPG i pozwalał na dużą swobodę wypowiedzi mojego bohatera. Sama sekwencja filmowa została bardzo dobrze przygotowana, choć nie obyło się bez drobnych błędów graficznych, jak "przenikanie się" niektórych tekstur.

Koniec rozmowy wiązał się również z rozpoczęciem pierwszego zadania. Więcej informacji o nim, jak to zwykle bywa, postanowiłem poszukać w dzienniku. Jest on dość przejrzysty i intuicyjny, czyli spełnia swoje role znakomicie. Nie omieszkałem zajrzeć także do innych zakładek, takich jak "mapa" czy "ekwipunek"; zaskoczenia nie było, ponieważ wszystkie te elementy pozwalają na sterowanie postacią w sposób prosty i łatwo przystępny. Mimo tego, że na zapoznanie się z całym interfejsem użytkownika miałem jedynie kilka minut, poruszanie się po kolejnych oknach i zakładkach nie sprawiło mi żadnego problemu.

Czas jednak powrócić do swojego pierwszego zadania. Pierwszym krokiem okazało się odnalezienie "znajomego", który przyłączył się do drużyny. Celem zadania było odnalezienie osoby, którą Beraht (nasz zleceniodawca) posądza o kradzież, a następnie przekonanie go do zwrócenia dóbr. Prowadząc już dwóch bohaterów, musiałem wydostać się ze slumsów Orzammaru - miejsca rozpoczęcia rozgrywki krasnoluda plebejusza. Nie było to zbyt trudne, dzięki znacznie ułatwiającej nawigację mini-mapce.

Rzeczony krasnolud znajdował się w miejscowej tawernie. Oczywiście, do wyboru było kilka opcji postępowania, a każda z nich otwierała kolejne możliwości zakończenia sprawy - można więc było załatwić wszystko polubownie i na różne sposoby "dogadać się" ze złodziejem, lub też bezlitośnie zamordować swojego krajana. Tak czy inaczej, na koniec należało stawić się u Berahta i w zależności od dokonanego wcześniej wyboru zakończyć zadanie - także i tym razem mnogość opcji, jakie pozostawili twórcy w tak mało istotnym queście, pozytywnie mnie zaskoczyła.

W trakcie mojej nieco ponadgodzinnej sesji w DA:P natrafiłem na jeszcze jedno zadanie, o którym warto wspomnieć, ze względu na to, że pozwoliło mi zasmakować w trochę większym stopniu systemu walki. Mianowicie, kolejne wydarzenia niejako "zmusiły" mojego bohatera do stanięcia na arenie gladiatorów i stoczenia kilku pojedynków jeden na jednego (bądĽ jedną).

Walka w Dragon Age: Początek prowadzona jest w systemie przypominającym ten, który okazał się strzałem w dziesiątkę w takich produkcjach jak Baldur's Gate czy Icewind Dale. Możemy więc dowolnie sterować postaciami przy pomocy myszki lub klawiatury, mając absolutny wpływ na wszystkie działania wykonywane przez poszczególne postaci. Oczywiście, jak to zwykle bywa w tytułach produkowanych przez BioWare, grę można w każdej chwili spauzować, by na spokojnie wydać dyspozycje swoim "podopiecznym".

Co się zaś tyczy samych walk na arenie, to były dość proste i nie zachwyciły mnie, jednakże z drugiej strony biorę pod uwagę to, że testowałem grę na samym starcie, a więc korzystając z pierwszopoziomowej postaci o dosyć niewielkich możliwościach manewru. Toczenie bojów w większej grupie (maks. czterech), zwłaszcza z użyciem bohaterów czarujących, wygląda o wiele efektowniej, o czym przekonałem się oglądając na innych monitorach rozgrywki prowadzone w znacznie póĽniejszych etapach DA:P.

Cud, miód i technikalia

Od strony wizualnej Dragon Age: Początek prezentuje się całkiem przyzwoicie. Pierwsze dwie lokacje jakie przyszło mi zwiedzić, a więc część krasnoludzkiego miasta Orzammar, zostały stworzone z bardzo dużą dbałością o detale i tyczy się to zarówno ulic miasta, jak i wnętrz domostw czy tawern. Pochwalić należy również oświetlenie, budujące bardzo specyficzny, ciężki klimat. Animacje NPC-ów są płynne i naturalne, choć jak już wspomniałem wyżej, zdarzało się, że tekstury się na siebie nakładały i przykładowo broda danego bohatera "zatapiała się" w jego torsie. Postaci wypadają bardzo dobrze podczas dialogów - często gestykulują czy też zmieniają wyraz twarzy, dzięki czemu odnosi się wrażenie, że nasi rozmówcy naprawdę żyją, a nie są tylko wymodelowanymi figurami stworzonymi do zabawiania nas.
Poza tym, BioWare nie przesadzał mówiąc, że krew w grze leje się litrami - faktycznie, czerwony płyn, który można spuścić w trakcie jednej walki, mógłby obsłużyć małą stację krwiodastwa. Zgodnie z zapowiedziami, w trakcie dokonywania mordów bryzgająca wokół krew brudzi wyposażenie drużyny, jednak tylko tymczasowo - po paru chwilach ciecz samoistnie wyparowywuje, przywracając zbroje i ubrania do stanu idealnego. Ot, taki miły dodatek dla miłośników prawdziwie "mrocznego fantasy".

Nic natomiast nie mogę powiedzieć o warstwie dĽwiękowej gry, gdyż podczas prezentacji gry głośniki były maksymalnie wyciszone. Podobnie rzecz ma się więc z oceną pracy aktorów podkładających głosy postaciom; miejmy jednak nadzieję, że i w tym aspekcie BioWare nas ostatecznie nie zawiedzie.

Na dzień dzisiejszy gra wydaje się być już bardzo dobrze zoptymalizowana - rozgrywka była płynna i bez przycięć, zaś ładowanie poszczególnych lokacji trwało maksymalnie do 10 sekund. Nie udało mi się dociec, jakie parametry miał sprzęt, na którym testowałem DA:P, jednakże śmiało można mieć nadzieję, że do premiery gra zostanie doszlifowana na tyle, by nie sprawiać problemów na komputerach o minimalnej konfiguracji.

Summa summarum

Z pierwszej godziny rozgrywki w Dragon Age: Początek wyniosłem bardzo pozytywne wrażenia. Czy tytuł ten faktycznie może równać się do niedoścignionego Baldur's Gate, którego ma być "duchowym sukcesorem"? Ciężko to powiedzieć po tak krótkiej sesji, jednak z całą pewnością mogę rzec, że najnowsze dzieło BioWare naprawdę ma wielki potencjał i jeśli nawet nie zapewni nam tylu wrażeń co wizyta we Wrotach Baldura kilka lat temu, to i tak jest to jedna z najlepiej zapowiadających się gier przełomu 2009-ego i 2010-ego. Jak będzie naprawdę, przekonamy się po 6-tym listopada.


Profil redaktora Mrozie


Opublikowano: 18.09.2009 06:59